Złowroga cisza
Podobno kobiety, które dużo mówią, dłużej żyją.
 Jakoś spina mi się to z danymi i statystykami, bo kobiety ewidentnie żyją dłużej.
Może dlatego, że mając partnera, muszą mu wszystko powtarzać dwa razy.
To oczywiście żart. ( Ale czy na pewno?)
Kobiece stany emocjonalne także są przebogate. Często potrzeba je zwerbalizować. Łatwiej zrozumieć, gdy się o nich opowie, lub da im wyraz. Słowny.
Mężczyźni komunikują się na poziomie podstawowym. Istotnym dla przeżycia, skomentowania meczu i wspólnej konsumpcji… dajmy na to, piwa. Tu wystarczy kilka podstawowych liczebników, tak, nie, nie wiem, oraz dni tygodnia i godziny.
A co do męskich stanów emocjonalnych, to mężczyzna bywa z reguły zadowolony lub wkurwiony. I to by było na tyle. Po co więcej słów.
Kobieta potrafi określić poziom niezadowolenia na skali od małej irytacji, poprzez złość na średnim poziomie, po krwawe i mordercze sugestie w kierunku określonym bądź zarysowanym tylko z grubsza. Ilość określeń powinna być zatem adekwatna do sytuacji. Wyjątkowo dopasowana kolorystycznie, by odbiorca przekazu odczuł jego moc w każdej komórce ciała.
Kobieta potrafi być nostalgiczna, zamyślona, nieobecna myślami i zazwyczaj potrafi ten stan opisać w kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu słowach. Malując emocje akwarelą, uzupełniając podkładem muzycznym „lecącym w tle”.
Opis przyrządzania zupy zacierkowej, mieszczący się na pół kartki, opowiedziany kobiecym słowem, sięga mocą wielkiej improwizacji.
Czasami lepie powiedzieć więcej. To sprzyja jasności sytuacji. Nie pozostawia miejsca na nadinterpretację. Bo jeśli poduszki maja być poukładane na kanapie według określonego schematu, to lepiej dla układającego znać ten schemat. W związku z tym dobrze jest wysłuchać instrukcji z uwagą i w skupieniu. Można też zrobić notatki i szkic sytuacyjny.
Mężczyzna funkcjonujący na co dzień z potrafiącą mówić kobietą, wykształca sobie pewną przydatną umiejętność jaką, jest niesłyszenie. O ile na pozór ułatwia to życie, to niestety bywa luką na pułapki. Bo okaże się, że nie wiedzieć czemu, zgodził się na coś, na co w pełni władz umysłowych, nigdy nie wyraził by zgody.
Tym sposobem staje się ofiarą remontu w kuchni, balu karnawałowego, dwutygodniowych odwiedzin teściowej, rejsu dla zakochanych, czy innych aktywności wygenerowanych przez rozpędzony damski mózg.
A zatem lepiej słuchać czy nie?
Pewną dość bezpieczną forma zadbania o męski komfort słuchowy, jest zapewnienie kobiecie warunków bezpiecznych, terapeutyczno zdrowotnych, do zmniejszenia ciśnienia, jakie wywołują tłoczące się w tchawicy i przyczajone na języku, słowa.
Wiadomo przecież, że kobiecie, która wszystko ma, do szczęścia może brakować innego, kobiecego ucha.
A więc mężczyzno, puszczaj ją wolno, za każdym razem jak usłyszysz o babskich ploteczkach, kawie z przyjaciółką, czy nawet wspólnym wypadzie do spa. ( Taki wypad gwarantuje ci błogą ciszę w trakcie i przez jakiś czas, po.) Tam wygada się do ochrypnięcia. Istnieje jednak ryzyko, że będzie miała ochotę podzielić się radością po powrocie. No cóż, żaden projekt nie jest doskonały.
I pamiętaj, że cichnąca nagle kobieta, to zły sygnał.
Cisza bywa złowroga.
.

Komentarze