Widok z okna

Pierwsza rzecz, na którą bym zwróciła uwagę kupując nowe mieszkanie (dom), to widok za oknem.

To takie moje najnowsze odkrycie. Nieważne dębowe parkiety, marmurowe blaty czy złote klamki. Potrzebuję przestrzeni. Choćby tej namiastki, jaką daje otwarte szeroko okno z widokiem na zieleń drzew, błękit nieba, wody, kwitnące wiosną drzewa. To pewnie atawistyczny głód natury. To z niej wyszliśmy prosto pod betonowe strzechy. Widok z okna na stojący naprzeciw kolejny blok, działa na mnie dołująco.

To nie tak, że miasto jest złe, bloki i apartamentowce złe, a sielska wieś bez porządnej drogi dojazdowej najlepsza. Z pewnością nie dla każdego. Niektórym wystarczy grupa rachitycznych drzewek i odwiedzany przez lokalne pieski skrawek trawniczka. Innym, typowo homomiastownikusom nie potrzeba nawet tego.

Doceniam miejskość. Za gorącą wodę pod prysznicem, za kino, teatr, muzea. Za możliwość oddania się raz na jakiś czas zakupowemu szaleństwo w centrach handlowych. Za anonimowość, o którą w małych społecznościach trudno. Za Boże Narodzenie, ferie światełek, dekoracji i gigantyczne choinki. Chwała tym, którzy tworzą te atmosfery.

Z wiekiem zaczynam cenić naturę, bo coraz mniej tej prawdziwej. Nasze auta potrzebują parkingów, deweloperzy kolejnej przestrzeni do zabudowania. A my? No cóż, tym co wisi w atmosferze wielkich miast jeszcze daje się oddychać. Z różnym zapewne skutkiem zdrowotnym i średnią przyjemnością. Nie myślimy o tym. Funkcjonujemy, konsekwentnie spłacając kredyty, za życie w aglomeracji, w otoczeniu betonu, światłowodów, wi-fi i złotych klamek.

Od roku, z racji pojawienia się w moim życiu czworonożnej przyjaciółki, dwa razy dziennie spaceruję po lesie. Całkiem niezauważenie z obowiązku, stało się to potrzebą, wręcz uzależnieniem. Dwie porcje natury dziennie pozwalają mi utrzymać emocje w równowadze. Do tego kawałki zielonego za oknem.

Kiedyś mieszkałam prawie na wsi. Dziś miasto przywędrowało pod same okna. Coraz mniej tej natury.

Choć jest jeszcze nadzieją. Ktoś z sąsiadów ( nie odkryłam jeszcze który) jest w posiadaniu koguta. Nie wiem, czy wzmiankowany ptak posiada swój harem, ale posiada instynkt. Z pierwszym świtem, czwarta trzydzieści oznajmia światu swoje istnienie. Głosem, o który nie podejrzewałabym ptaka. Echo niesie, wwierca się w mózg poranne „kukurykuuuuuuu”.

Może miasto jeszcze mnie tak bardzo nie pochłonęło.

Komentarze