Dzień: wt Gru 11

Codziennie

Nie da się oszukać natury ( i kubatury)

Od czasów pierwotnych, kobiety były zbieraczkami. Zbierałyśmy  jadalne korzonki, drewno, jagody, ładne kamyki, którymi dekorowałyśmy jaskinie. I tak nam zostało do dziś. Wyprawa do marketu to takie zbieranie z półek, rzeczy do jedzenia, do higieny, do ubrania i oczywiście do dekoracji. Firaneczki, koszyczki, dzbanuszki, świeczuszki, pudełeczka…..

Takie zbieractwo to łatwizna i sama przyjemność.

Jeśli marketujesz raz w tygodniu, przynosisz do domu średnio pięć rzeczy nie przeznaczonych do jedzenia. Po miesiącu jest tego 20-25 sztuk. Po roku lekko licząc robi się 250. Do tego dochodzą artykuły nabywane okazjonalnie i pojedynczo. Dodać należy upominki rocznicowe, urodzinowe, gwiazdkowe. Trzysta nowych przedmiotów.

Zdecydowanie przybywa.

A ile ubywa?

Jak wygląda strategia pozbywania się rzeczy starych, niemodnych, niepotrzebnych teraz i przez ostatnie trzy lata. Dokupujemy szafy, instalujemy pawlacze, montujemy półki, by znaleźć w nich miejsce dla rzeczy, dla których już nie ma miejsca w życiu. Żyją więc życiem utajonym, odbierając przestrzeń codziennego bytowania.

Czy nasze dzieci potrafią rozstawać się z zabawkami z których wyrosły, czy biorąc z nas przykład zapychają półki, ostatnią wolną przestrzeń pod łóżkiem i na parapecie.

Nie powiem, że jestem w tej kwestii ideałem. Też lubię kurzołapne gadżety, trzymam góry książek, pamiątek z podróży i zapas butów godny stonogi.
Ale raz na jakiś czas robię WIELKIE PORZĄDKI. Takie naprawdę wielkie. Składuję rzeczy w jednym pokoju. Sortuję na te do sprzedania, do rozdania, i do oddania na cele charytatywne.

Zeszłej zimy, koleżanki i znajome wychodziły ode mnie z worami ubrań, z których najczęściej wyrosłam, przegląd starej biżuterii zaowocował po sprzedaży całkiem sympatyczną kwotą.

Książki czekają na wolną chwilę, bym znalazła im nowych właścicieli.

Po takich porządkach nabieram dystansu do potrzeby gromadzenie. Bo za te wszystkie przedmioty zapłaciłam życiem. Brzmi dramatycznie, ale godziny pracy, za które dostaję pieniądze, przeznaczyłam na klamoty, których być może tak naprawdę nie potrzebowałam.

A może warto było przeznaczyć je na podróż, teatr, koncert, czy nawet leżenie na kanapie z dobrą kawą i jeszcze lepszą książką. ( Tu niestety nie ma dyspensy. Książki kupowałam, kupuję i będę kupować. Wygodą stały się e-booki. Jest i przyjemność i miejsce na półce.)

Wciąż też pracuję nad powrotem do płacenia gotówką. Może to krok wstecz, na drodze finansowej ewolucji, ale łatwiej się liczy i wyraźniej widać wypływające pieniądze. Nie ma niespodzianek przy studiowaniu wyciągów.

Karty kredytowe, czy debetowe z jednej strony ułatwiają życie, z drugiej, mogą spowodować wpadnięcie w spiralę spłat. Wylądujemy niczym chomik w kołowrotku.

Ale nie będę dramatyzować. No przynajmniej nie przed świętami.

A przedświąteczne porządki ujawnią nowe puste miejsca w szafie, szufladzie czy na półce.
I w powietrzu więcej powietrza.
I bez poczucia winny można będzie dać upust kobiecej zbieraczej naturze.

Komentarze

baner dolny