Dzień: sob Wrz 7

Codziennie

Za siedmioma lasami

Dziś ostatni dzień, a dopiero zaczęłam się rozkręcać. No cóż, wszystko co dobre prędzej czy później się kończy.

Daje to jednak nadzieję, że prędzej czy później skończy się też to, co niedobre. Równowaga zostanie zachowana i nie ma co marudzić.

Zabiorę ze sobą piękne widoki, te w głowie i te na karcie aparatu. I zabiorę ze sobą psa, który mimo początkowej tęsknoty, poczuł się tu jak u siebie w domu. A nawet jeszcze lepiej, bo prawie całe dnie spędzała na terenie. Bez smyczy i innych ograniczeń, za to z całą masą rąk chętnych do głaskania.

Zabiorę przeczytane książki i ukołysaną duszę.

Dosłownie, bo huśtawka-ławeczka była moim ulubionym miejscem lektury i przemyśleń.
Na niej to narodziła się mądrość ludowa, że jak błędnik faluje, to wszystko inne się prostuje. Problemy znajdują zaskakujące rozwiązania, rozwiązania na zagadki które jeszcze się nie pojawiły, kłębią się niczym sznureczki z wyraźnie zaznaczonym końcem. Gotowym by za niego chwycić.

Wrócę w spodniach, nagle za dużych o jeden rozmiar.

Potrzebowałam ciszy i spokoju. Dostałam to w Siódmym Lesie.

Po odrobinę hałasu i gwaru wyskoczyłam do Kazimierza. I mimo najszczerszych chęci żadnych zdjęć nie zrobiłam. Rynek zastawiony piwnymi parasolami i autami. W kalendarzu wrzesień, a tłum turystów w każdej uliczce.

Przy porannym spacerku zrobiłam więc kilka zdjęć z magicznego miejsca, gdzie spędziłam ostatni tydzień. Czyż nie tchną spokojem?

Choć ośrodek nastawiony jest turnusowo, to przytuli też pojedyncze zbłąkane duszyczki.

Ja, choć swojej nie zgubiłam, to wyciszyłam i ukołysałam.
Czego i Wam życzę.

Komentarze

baner dolny