Czasem nie trzeba daleko

Magiczne Podlasie w deszczu.

Lubię podróże i nie kryję się z tym. Mało tego, jestem uzależniona od zmian miejsca pobytu. Za każdą taką zmianą idzie zmiana perspektywy.
Lubię sobie zadać jakiś temat, pytanie, problem, a potem w czasie zwiedzania popatrzeć na niego z innego miejsca.
Wyobrazić sobie czym byłby mój problem dla ludzi mieszkającej w mijanej wiejskiej chałupce. W samochodzie wyprzedzającym autokar. Dla pani na tylnym siedzeniu.
I na ile problem jest problemem, dylematem, zwyczajną chwilową niewygodą, czy pierdołą zaprzątającą produktywną część umysłu.
To taki efekt uboczny tych moich wypadów.
Zmiana perspektywy.

Warto pooddychać duchowością przez jakiś czas.
Wdychać kadzidlany aromat prawosławnej cerkwi.
Podziwiać kunsztowne złocenia, pokryte patyną starości ikony.
Zastanowić się nad ulotnością ludzkiej egzystencji.
Pewnie miałabym inne myśli w galerii impresjonistów, a jeszcze inne w muzeum techniki.
Wszystko to efekt dodany, do podróży.
Takich mniej lub bardziej świadomych.
Pozwalających zrozumieć inne punkty widzenia.

Lubię gdy czasem świat kręci się wokół mnie.
Mam wrażenie, że każdy lubi. Ważne, by nie zderzać się orbitami.

Podlasie to ciekawy region. Wart dogłębniejszego zbadania.
Architektura, kultura, ludzka otwartość i życzliwość.

I kolory, mimo deszczowej aury. Wciąż magiczne, optymistyczne, głębokie.

Wracam z wojaży odmieniona. Czasem z energią, czasem z nostalgią, czasem z nadzieją.
Wyczyszczona z ego i egoizmu.
Świat jest pełen ludzi mających pełno problemów.

A ja?
Dam sobie radę, bo mogłam nacieszyć oczy pięknem.
Utworzyłam w głowie kolejną szufladkę na barwne wspomnienia.
Zrobiłam kilka zdjęć.

Jest dobrze.

Komentarze