Niespokojna Krew

To była długa podróż. Bardzo długa,
Pełna zakrętów, wiraży i niezliczonych zwrotów akcji.
Wpadłam w nią z butami, po same uszy. Gdyby nie za słabe już ciut okulary, potrzeba snu i konieczność pracy, to połknęłabym ją, zgadzając się nawet na niestrawność.
„Niespokojna Krew”, to nie opowieść, to wiele opowieści, które mogą połączyć się dopiero na dziewięćsetnej stronie.
Praca w agencji detektywistycznej to nie pikuś. To zarwane noce, trudne emocje i bagienko ludzkich nieuczciwości, zdrad i bardzo złych uczynków.
By jakość funkcjonować w branży, trzeba mieć nerwy ze stali, sztywny moralny gorset i być twardzielem. Albo twardzielką.
Para bohaterów zmaga się z tajemniczym zaginięciem, które miało miejsce przed czterdziestu laty.
Świadkowie poumierali, albo zasłaniają się demencją.
Winnych wydaje się być kilkoro.
Brnięcie przez ich historie, paradoksalnie coraz bardziej komplikuje sytuację.
Z pozoru najbardziej podejrzani, okazują się ofiarami okoliczności, a ci z aureolą nad głową, skrywają w duszy i wspomnieniach mrok.
Do tego historie szczęśliwej i nieszczęśliwej miłości. Flirt, potargane dusze, nadzieje.
A jak się czyta?
Szybko, często na jednym oddechu.
Jeśli szukasz emocji na kilka ostatnich zimowych wieczorów, to polecam z całego serca.

 

Robert Galbraith „Niespokojna Krew”

Komentarze