Dzień: pon Paź 7

Codziennie

Życie jest piękne, zazwyczaj, wszędzie, zawsze

Życie jest piękne. Zazwyczaj. W poniedziałek jest trochę trudniej to dostrzec, ale się da.
Bo na przykład dajmy na to, na fotelu u dentysty, życie wcale nie jest piękne. Jest zaskakująco bolesne.
Życie jest piękne, kiedy na dnie szafy odkrywamy ulubione dżinsy z łatami i dziurami. Okrutna życiowa prawda dołuje, kiedy nie jesteśmy w stanie się w nie wepchnąć. O dopięciu suwaka nawet nie marząc.
Życie jest piękne, kiedy do porannej kawy został kawałek niedzielnego ciasta. Pierwszy kęs… i jakież rozczarowanie. Skubane się zepsuło.
Bo życie jest jak ładunki elektryczne. Przy całej niezbędności tej elektryczności, ma plusy i minusy…
W pewnym momencie odkryłam, że pojawił się u mnie defekt. Jakieś zaburzenie w sposobie postrzegania rzeczywistości. Jakby ktoś przeciął kabelek od dostrzegania „tej złej strony życia”. Albo jakby przepalił się bezpiecznik.
Nie wiem czy to bezpieczne ewolucyjnie. ( Obawiam się, że niezbyt.)
„Niepoprawny optymizm”, uprzyjemnia życie.
Tylko, czy właśnie nie o to w życiu chodzi?
By budzić się każdego dnia z uśmiechem. Nawet kiedy łupie w kościach, boli gardło a z nosa zwisa malowniczy glut.
By spojrzeć w lustro i dostrzec w czerwonym nosie odrobinę może nie piękna, ale sympatyczności.
By apetyt na życie towarzyszył we wszystkich planach i marzeniach.
By uwierzyć, że tu i teraz, w tym momencie i chwili, nie jesteśmy za karę.
By mieć nadzieję, że prędzej czy później, wszystko dobrze się poukłada.
A nawet, kiedy jest ciut gorzej, to mieć nadzieję, że tylko przez chwilę.
By nauczyć się czegoś nowego. Tańczyć salsę, przyrządzać kaczkę po pekińsku, śpiewać po góralsku, mówić po fińsku.
Życie jest piękne, z całą tą paletą możliwości.
Podchodzimy do niego jak do super wypasionego szwedzkiego stołu, pełnego szynek, krewetek, mango i kawioru….. i odchodzimy z kanapką z serem ryckim i keczupem.
Wolny wybór.
Uwielbiam kanapki z serem. Nie znoszę krewetek i kawioru, ale musiałam się o tym przekonać. Spróbować. Nałożyć na talerzyk i włożyć odrobinę do dzioba. Ale pokochałam mango. Od pierwszego kęsa.
Nie każę wam zmieniać diety. Ale raz na jakiś czas uszczknąć coś nowego. To nic nie kosztuje, a grozi tylko obudzeniem nowego gustu, pasji czy relacji. Z kimś, kto okazał się ciekawszy, niż sugerowały pozory.
Życie jest piękne.
Tak myślę i czuję. Tak chcę je widzieć i tak doświadczać.
Bo nawet kiedy w globalnym rozrachunku jest pół na pół, to ja ze swoją filozofią, umościłam się w tej strefie dodatniej.
I zapraszam Was, bo zostało jeszcze sporo miejsca.

Komentarze

baner dolny