Wybieram życie motyla

Życie to karuzela zmian. Mniejszych lub większych. Pełne tych, którym niezależnie od nas podlega ciało, tych wywieranych przez funkcjonowanie w społeczeństwie i takich o których decydujemy sami.

Na co nie mamy wpływu? Na kolor skóry, oczu, wzrost, kształt nosa. Nie wybieramy środowiska w jakim przychodzi nam dorastać. Miasto czy wieś, góry, mazury, Kaszuby czy pcim dolny, górny lub lewobrzeżny. Nie mamy wpływu na to czy jesteśmy jedynakiem, bliźniakiem czy siódmym z kolei potomkiem naszych rodziców.

Czasem mamy rodziców z niespełnionymi ambicjami i wizją naszej kariery. Popychają nas i programują od najwcześniejszych lat. Mamy znać języki, grać na skrzypcach, tańczyć w balecie, biegać pływać, trenować karate, a ze szkoły przynosić wyłącznie szóstki. Kiedy indziej biegamy samopas po podwórkach, z kluczem na szyi, zdobywając życiową wiedzę od starszych kolegów i osiedlowych pijaczków.

Pokornie brniemy, kierowani odgórnie marionetkowymi sznureczkami przekonań. Bo wydaje nam się, że tak musi być. Że zgodnie z rodzinną tradycją mamy być lekarzem, skrzypaczką, rolniczką. Bez miejsca na odkrycie własnego ja, powołania, pasji i wizji przyszłego życia. Mamy być kretem, choć czujemy kiełkujące pod skórą skrzydła, gotowe przebić skórę i wynieść nas w przestworza.

Nic nie zmieniamy wiodąc przewidywalną do bólu egzystencję, prowadzącą prosto do depresji, a w mniej dramatycznym przebiegu, do zwykłego szarego końca.

A gdyby tak założyć, że zmiana jest każdemu pisana. Że bycie gąsienicą nie jest stanem permanentnym i prędzej czy później nadejdzie czas przeobrażenia. Może bolesnego, dopadającego z zaskoczenia. Takiego co przewraca świat do góry nogami.
Czy kiedy uda się nam doświadczyć przemiany, rozprostować skrzydła i wzlecieć w słońce, zechcemy wrócić do kokonu? Zaszyć się bezpieczną ciemność, by na powrót stać się gąsienicą.

Nadmiar wiedzy otwierający na paletę nieograniczonych prawie możliwości, bywa przytłaczający. Co wybrać, kiedy do wyboru jest wszystko. O który kawałek tortu poprosić, skoro dotychczas nie wiedzieliśmy, że istnieją cukiernie.

Zmiany dla jednych są proste jak drut, dla innych pokręcone jak sznurek w kieszeni. Ale wszyscy możemy ich doświadczyć.
Wyjść na słońce, na świat, na prostą.

Bycie motylem jest super. Bycie gąsienicą też może być dobre, jeżeli jest to tylko nasza decyzja. Podjęta świadomie z potrzeby bycia potrzebnym na tym poziomie ekosystemu. Kiedy jednak skazujemy się na dożywotnią gąsienicowatość z lęku przed lataniem, to skazujemy się na smutna szarą wegetację.

Szary to też kolor.

Ja wolę całą masę kolorów wiosny lata i jesieni. Tych dostrzeganych z poziomu trawnika, niskich stokrotek, wysokich malw. Tych zieloności wczesnowiosennych i żniwnych złocieni. Motyl żyje krótko ale pięknie.
Gąsienica żyje krótko.

Komentarze