Test na życie? Wynik pozytywny
Co byś zrobił/a, gdybyś wiedział/a, że Ci się uda. Porażka nie wchodzi w grę, a wchodzi za to coś wielkiego, fascynującego, wymarzonego?
Zakładasz jakiś wynik?
Czemu negatywny?
Czemu wchodzisz na szczyty kreatywności wymyślając wymówki, zamiast szukać sposobów?
Energia umysłowa z grubsza ta sama.
Natomiast kiedy idzie o wygenerowanie wysiłku, ho ho, to tutaj nicnierobienie przoduje. Bo o ile mniej energii wymaga operowanie pilotem z kanapy, niż życiem z każdego innego miejsca.
Moją przygodę z belly dance zaczęłam w wieku ok48 lat.
Na przekór przekonaniu, że w moim (ówczesnym) wieku, to
1-nie wypada
2-co powiedzą dzieci, ludzie
3-Przecież będę odstawać kondycją, figurą i ruchomością stawów biodrowych od innych tancerek.
4- nie mam czasu ( bardzo to było naciągane.)
Jednak mała wewnętrzna buntowniczka, zwalczyła skutecznie te ograniczające przekonania. Wychodząc z jasnego założenia, że skoro tańczyć lubię, młodsza raczej nie będę, to jakim prawem pogrzebać to małe marzenie za życia?
Jakże byłabym okrutna.
Dziś po pięciu latach bywania w świecie, wraca moja nauczycielka. Wracają zajęcia. Jestem starsza. To znaczy moje fizyczne ciało odrobinę się zmieniło. Nie zmieniło się upodobanie do muzyki, tańca, zabaw w roześmianym, babskim gronie. Wracam na zajęcia. Bo tak młoda jak dziś już nie będę.
A co pomyślisz o starszej pani, wracającej na studia?
Na szczęście podyplomowe, więc krótsze. ( Trzy semestry.)
Bo właśnie przygotowuję się do egzaminu, finalizującego pierwszy semestr ARTETERAPII. Moja wymarzona kompilacja sztuki i rozwoju osobistego. Przede mną jeszcze rok pracy umysłowej, praktyk, spotkań z ludźmi, obcowania i tworzenia sztuki. Tyle frajdy.
Czy jestem za stara?
Czy już za późno dla mnie na naukę, rozwój, zmianę kwalifikacji zawodowych?
Na co mam czekać?
Aż mroczny żniwiarz zakołacze do drzwi tępą kosą?
Na kolejne wcielenie? Ono będzie nową historią.
Czas płynie w jedną stronę, więc tak młoda jak dziś już nie będę.
Odkładam na bok wymówki.
Rozciągam rano dość sztywny kręgosłup.
Prostuję plecy i ustawiam się do pionu.
Dosłownie i w przenośni.
Dokonałam wyboru.
Będę żyć do końca. Bez wymówek, odkładania czegokolwiek na później, którego nikt mi nie zagwarantuje.
Dusza nie ma wieku. Musi tylko na bieżąco negocjować z ciałem ewentualne pomysły. I rozwijać się nieustannie.
Bo to daje szansę na lepszą miejscówkę w Niebie, czy Krainie Wiecznych Łowów lub innej Valhalli. A może w kolejce po nowe wcielenie. ( Nie wiem, albo nie pamiętam.)
Zdecyduj więc, żyjesz czy czekasz. Na finał, bez miejsca na podium i fajerwerków. A może wyciągasz pudło i odpalasz po kolei magiczne ognie, ciesząc się każdą iskrą.
Masz czas, jest powiedziane raczej na wyrost, bo jest go tak jakby niewiele.
Ustaw więc na priorytecie marzenia, uśmiech, dobrą zabawę.
Korzystaj z życia. Życie jest piękne.
A w tym barze dokładek nie gwarantują.

Komentarze