Sukces planów niezaplanowanych
 Najlepsze plany to te niezaplanowane. One zawsze kończą się sukcesem.
Połowa roku za mną.
Dobrze, że nie robiłam żadnych szalonych planów w sylwestra.
Nie składałam górnolotnych obietnic.
Nie obiecywałam, że zmienię świat, a po drodze i siebie.
A jednak..
Coś się przecież wciąż zmienia.
I ja się zmieniam.
Przybywa doświadczeń.
Zmarszczek pod oczami.
Kłopotów, które odeszły w niepamięć.
Spraw załatwionych pozytywnie.
Książek upchniętych w kolejnych kątach.
Tych przeczytanych i tych czekających w kolejce.
Przybywa trochę nowych umiejętności.
 
Przybywa planów, które w zalążku były marzeniami.
Małymi i nieśmiałymi.
 
Nie obiecywałam sobie nic w sylwestrową północ, oprócz tego, że zrobię dobry użytek z czasu.
Nie zmarnuję ani godziny. Nawet leżąc na kanapie, będę robić to z pełną świadomością odpoczynku. Ciała, duszy i umysłu.
 
Obiecałam zaledwie odrobinę, że dam priorytet dobrym myślom, nadziei i relacjom z ludźmi, dzięki którym jestem zawsze w dobrym nastroju.
 
Obiecałam dać sobie prawo do porażek, zmiany planów i priorytetów.
 
Mija połowa roku.
Nie robię rozrachunków. Nie odhaczam pozycji, zrobione, czy do zrobienie.
 
Życie to nazbyt dynamiczna materia, by nawet najmocniej „zabetonowany” punkt podparcia nie zachwiał się pod naporem burz.
 
Daję się nieść wiatrowi, gdy niesie mnie w upragnioną stronę. Przeczekuję sztormy w cichych zatoczkach, bo prędzej czy później wyjdzie słońce, a łagodna fala poniesie mnie w kierunku dobrych lądów.
Życie jest piękne.
 
Z całą tą gamą zmiennych, niepewności, niespodzianek.
 
Piękne jest to, że mogę porzucić każdy plan, gdy uznam, że stałam się inną osobą, niż ta, która planowała.
I zrobić coś zupełnie innego.
 
I jeśli tylko zechcę, mogę zaplanować najlepszy czas, na nadchodzące sześć miesięcy.
Rok.
Wiele, wiele lat.
 
A Ty, jaki masz plan? Taki zupełnie niezaplanowany?

Komentarze