Prawo do rudego
Rudy to nie kolor. To charakter.
To buntownicza natura i temperament ganiającej po drzewach wiewiórki.
Czy to geny?
Czy z ulubionym kolorem idzie w parze widzenia świata, sposób życia?
Gdybym dała pierwszeństwo siwym splotom, to czy wzorem babci z bajeczek dla dzieci, siadałabym na bujanym fotelu i cerowała skarpetki.
Pewności nie mam, mam za to wdzięczność dla przemysłu farbiarskiego, za wolność wyboru koloru ( i charakteru).
Kiedyś czytałam, że myśli mężczyzny ogolonego, są inne niż myśli nieogolonego.
Czyli idąc tym torem, myśli blondynki ( tak, tak, jest coś takiego), mają swoją specyfikę. Sposób tworzenia relacji przez brunetkę da się ująć w ramy schematu. Aktywność rodzinna i społeczna szatynek, to także coś, co podlega jednolitej charakteryzacji.
A ruda? Co z tą najbardziej ognista barwą?
Czy to ona popycha do szalonych pomysłów?
Każe wyruszać w dzikie ostępy świata, bo wewnętrzny włóczykij posiada rudą czuprynę?
Rudy mózg pożera książki, gna do kina po endorfiny, zalewa potem pokonując kolejne kilometry?
Coś jest na rzeczy.
Obserwując siebie, jako podstawowy obiekt badawczy, zauważam:
Pp pierwsze primo- po wizycie u fryzjera, kiedy kolor jest najświeższy, dynamika pomysłów jest najwyższa. To wtedy wpadam na najdziksze, szalone pomysły. Mam doskonały humor i potrzebę ustawienia świata pod swoje widzimisię. I podobam się sobie, co jest stanem krótkotrwałym i przejściowym. Buntuję się przeciw normom i ograniczeniom.
Po drugie primo:
wystarczą jednak dwa, trzy tygodnie i kilka myć głowy, by to rudo lśniące, ogniste szaleństwo ułaskawić. Złagodzić.
W opracowywanie pomysłów wkrada się logiczny rozum. Lektury do poduszki też jakby spokojniejsze.
A jak już tak całkiem rudość spłowieje, to znajduję w sobie spokój, domatorstwo, łagodność i potrzebę spokojnej muzyki. Zamiast szalonych biegowych treningów, spokojne spacery.
Słabsza kawa, mniejszy kawałek ciasta.
No, cóż rozsądek.
Moja cząstka umysłu o naturze badacza, podsuwa szeptem pomysły, by pójść w badaniach nieco dalej. ( Dużo dalej).
Przetestować większa paletę barw.
Sprawdzić co dzieje się w głowie okrytej zielonym włosiem? A potem niebieskim, różowym, turkusowym. Z finałem fryzury o tęczowych pasmach?
Może będzie to odkrycie na miarę Nobla, albo chociaż jakiejś innej mniej prestiżowej nagrody.
Potrzeba tylko odpowiednio szerokiej grupy badanych, by można było ogarnąć jakąś statystykę.
Ja, jak na razie testuję rudy.( Od lat)
Robi mi dobrze na charakter. ( Ci co na niego narzekają, jakoś nie mają odwagi wystąpić przeciwko. Zupełnie nie wiem czemu.)
Zatem jak chcesz zawojować świat, ruszaj do drogerii i łap z półki najbardziej rudą z rudych farbę i zacznij testy.
Dla dobra świata nauki…
I dla dobrej zabawy 🙂

 

Komentarze