Poszukiwacz, wędrowiec, nomada

 

Odkąd nauczyłam się czytać, obudził się we mnie niedający się zaspokoić głód. By wiedzieć więcej, odkryć jakieś magiczne recepty na szczęście, miłość, bogactwo. Poznawać świat innymi oczami, zanim wiek i zasobność portfela nie pozwolą mi wyruszyć w podróże życia. Czytałam, czytałam, czytałam, odkrywając z każdym kolejnym autorem inne wizje świata, różnorodne obrazy, wyobrażone kolory i zapachy. I im więcej gromadziłam w głowie liter, tym większy i szerszy wydawał się ten nieodkryty świat.

Książki to mój nałóg. Tam szukam rozwiązań problemów. Codziennych, małych i zwyczajnych, po te gigantyczne, poddające w wątpliwość sens wszelkiego istnienia.

Mogę powiedzieć, że to poszukiwawcze włóczęgostwo wiele mnie uczy. Przede wszystkim tego, że to co czytam, nie jest zazwyczaj prawdą obiektywną o świecie, ale subiektywnym obrazem  świata na siatkówce obserwatora, przeniesionym na język słów. Słów pięknych, kunsztownych i wciągających w fabułę jak ruchome piaski. Prowadzących do zarwanych nocy, emocji dzielonych z bohaterami, uginających się półek w bibliotece, i lekkich debetów na koncie.

Poszukiwanie prawd porządkujących mój chaotyczny i zakręcony świat, w pewnym momencie zaczęło prowadzić mnie na kursy, warsztaty i szkolenia.
Ha! Powiedz mi kim jest Twój Guru, a powiem Ci kim jesteś.

Oj była jazda. Od całkowitych oszołomów, których imion nie wspomnę przez wstyd zwykły, po historie całkiem niezwykłe i wartościowe. Doświadczałam niezwykłości świata na własnej skórze. Chodzenie po ogniu, kąpiel w przeręblu, samotny czas spędzony na leżeniu w wykopanym na skraju lasu grobie. Był hardcore, była moc i byli ludzie, w których można było oglądać siebie jak w pięknych lub krzywych zwierciadłach.

Wśród ludzi mianujących się nauczycielami, czy przewodnikami duchowymi, rzadko spotykałam takich prawdziwych wielkich duchem.
Ci wielcy, po prostu byli sobą. Żyli zgodnie z głoszoną przez siebie prawdą, pomagając innym i nie przypisując sobie wielkich etykiet.

Taki poszukiwacz wieczny gdzieś chyba na stałe we mnie tkwi. Każe wędrować od jednego źródła mądrości do kolejnego. Szczęśliwi Ci, którzy odnaleźli swoje życiowe credo. Tą jedyną mądrość prowadzącą ich przez życie

Ja pewnie na zawsze pozostanę wędrującym nomadą, bez ołtarzyka dla tego jedynego Bóstwa. Będę szukać i sklejać własną mądrość z doświadczeń, mądrych słów, niezwykłych ksiąg. Z podróży do niezwykłych miejsc, z wyjątkowymi współpodróżnikami. Z krajobrazów natury, przestrzeni nieograniczonej murami miast, zimnych i gorących krain.
Mój plecaczek z mądrościami życiowymi zapełnia się regularnie, ale w magiczny sposób sprawia, że z wiekiem wędruje mi się coraz lżej.
Czego i Wam nieustająco życzę.

Komentarze