Poskramiaczka smoków

Kobieta jest jak otwarta księga… o fizyce kwantowej… po chińsku.

Nie wiem czemu mężczyźni upierają się przy próbach zrozumienia kobiet? Jest tyle innych dziedzin, którym można poświęcić czas, energię i zaangażowanie. Rytuały godowe żuka gnojarka, budowa silnika wodorowego, ruchy płyt tektonicznych,  fenomen muzyki disco polo. Niewyczerpane pole do badań z możliwością odniesienia potencjalnego sukcesu.

Ale kobieta?

Człowiek jest istotą nad wyraz skomplikowaną. Odkąd powstała nauka, grzebiemy się we wnętrznościach, badamy metabolizm i impulsy elektryczne w mózgu.

I nagle okazuje się, że człowiek od człowieczki ciut się różni. Na poziomie fizjologicznym i anatomicznym.

Jazdy zaczynają się na poziomie behawioralnym. Tu różnice potrafią być radykalne.

Ach ta męska prostolinijność.

Ach ta kobieca skręto, wiadukto-skrzyżowanio- rozjazdowość.

Pytanie do kobiety, z gatunku niebezpiecznych i groźnych dla zdrowia brzmi ” o co Ci chodzi kochanie?”.

Odpowiem na własnym przykładzie. Skąd u licha mam wiedzieć ?

– Coś mi się śniło, tylko nie wiem co, ale mam przez to zły humor. Treści nie pamiętam, zostały emocje.

– Nie mam się w co ubrać. Sukienka źle leży, spodnie nie pasują do swetra, buty uwierają, o rany, jaka jestem nieszczęśliwa.

-Przy czesaniu włosów zauważam ich na szczotce ciut więcej niż wczoraj. Koniec świata, do wiosny będę łysa. Dramat.

-Wyglądam przez okno- słońce, deszcz, wiatr, ciepło, zimno. Gigantyczne ryzyko, że jest akurat odwrotnie, niżbym chciała. Cała natura jest przeciwko mnie.

-W autobusie młody człowiek ustępuje mi miejsce. Boże, jestem stara i aż tak to widać? Zgroza.

– W autobusie nikt nie ustępuje mi miejsca. Ach ta dzisiejsza młodzież. W jakich strasznych czasach przyszło mi żyć.

– Na poprawę nastroju kupuję drożdżówkę. Zjadam ją, by po kwadransie skulić się pod ciężarem poczucia winy. Znowu złamałam rygor diety. Mam masło, nie wolę.

-W pracy znów nic nie słychać nic o awansie. Krzesło niewygodne, skrzynka mailowa zapchana. Od kawy boli brzuch a serce kołacze jak wściekłe.

– Wracając. Zakupy, obiad i lekcje z dziećmi. Pranie, podlewanie kwiatków i partner radosny jak skowronek. To ten moment, kiedy zbrodnicze instynkty się budzą i trzeba je ujarzmić, niczym Norweskiego Smoka Kolczastego.

Jestem kobietą. Od maleńkości uczę się oswajać emocje. Oswajać, czytaj tłumić, bo dziewczynki muszą być słodkie, grzeczne, nie mogą się złościć i powinny zawsze być uśmiechnięte.

Od przedszkola aż po grób.

Codziennie nasza fizjologia serwuje nam koktajl hormonalny o zaskakującym składzie. Codziennie jesteśmy inne.

I mimo że chętnie zamieniłybyśmy kobiecą skłonność przejmowania się byle pierdołą, na męski spokój zen, to nie ma zmiłuj.

Dlatego panowie odpuśćcie sobie to wyzwanie. Szkoda energii. Zostaje tylko przytulenie.

Bo kiepskie nastroje nigdzie nas tak szybko nie opuszczają, jak w silnych męskich ramionach.

 

 

Komentarze