Dzień: nie Gru 9

Codziennie

Podnoszeniu poprzeczki kategoryczne NIE!

Idą święta. Chcemy by były piękne, radosne, dostatnie, spokojne. Każdy ma swoją hierarchię ważności i bardzo się stara osiągnąć stan idealny.

Jednym bardziej zależy na spokoju, innym na gwarności i domu pełnym gości. I w tych staraniach jeden akcent jest niezmienny i powtarzalny.

Podniesiona poprzeczka. Wyżej niż rok temu.

Ma być więcej dań, więcej gości, większa choinka, większa góra prezentów. Dom musi być jeszcze piękniej wysprzątany, kryształy lśniące, firany w najbielszym odcieniu bieli. Kot wyprany, akwarium odkurzone, pies wytrzepany, dzieci wyprasowane.. Wszystko musi być naj.

Dlaczemu???

Nieustanne podnoszenie poprzeczki może doprowadzić do punktu krytycznego. Poziom stresu ma szanse przekroczyć poziom wytrzymałości. Ten świąteczny stres nałoży się na problemy w pracy, mały konflikt z sąsiadem i awarią pralki. System jak nic ulegnie przeciążeniu.

U progu najradośniejszego ze świat polegniemy. Wyłożymy się na drobiazgach, tych przysłowiowych kroplach przepełniających czarę goryczy.

Poprzeczka wciąż wysoko.
Nakrzyczymy na dzieci, dzieci nakrzyczą na psa, pies pogryzie mężowi kapcie… Kapcie zniosą to w milczeniu. A my z gniewem zlepimy setki pierogów, od których będzie potem bolał brzuch. Ze złością nawtykamy rodzynek do sernika. Wtłuczemy schabowym nie wiadomo za co, tak w sumie na wszelki wypadek.

Musimy tej poprzeczki dosięgnąć, choćby stojąc na palcach.

No cóż, moja poprzeczka to wędrowniczka. Z reguły jednak ustawiam ją na komfortowej wysokości. Mój kręgosłup nie lubi stawania na palcach.

Zdarzyło mi się nawet poprzeczkowanie odpuścić i na święta wyjechać. Z dala od domu, porządków i ekscesów kulinarnych. Do leśnego zacisza i anonimowych współbiesiadników przy wigilijnej kolacji. Epizod, którego nie powtórzę.

Zdarzyło mi się okroić liczbę gości do minimalnego minimum. Nikt się nie obraził.

Zdarzyło mi się oznajmić, że mam potrzebę bycia gościem i do wigilijnych stołów zostałam zaproszona ( tak, tak, w liczbie mnogiej).

Tego roku znów idę na całość. Będzie tłoczno, gwarno, psiarno i dzieciato. Będzie cudnie.

Zostanie góra garów do pozmywania, resztki do dojadania przez poświąteczny tydzień, papiery i kokardy po prezentach.

Zostanie ten radosny szum w głowie.

A poprzeczką podeprę choinkę. Tak na wszelki wypadek.

Komentarze

baner dolny