Mój mężczyzna, mój piorunochron

Faceta dobrze jest mieć. W zasięgu ręki, dzierżącej zakręcony na amen słoik. W potrzebie gwałtownej wymiany opon na letnie/zimowe. W sytuacji ekstremalnie urwanego karnisza, cieknącego kranu, wymaganej przestawienia szafy ( typ- gdańska trzydrzwiowa, rzeźbiona, z lustrem i zawartością).

Faceta dobrze jest mieć na kanapie w długie zimowe wieczory. Kiedy wysiada prąd, ogrzewanie jeszcze nie działa, a gorąca herbatka przelewa się uszami. Taki man, emitujący ciepło, otulający niczym ciepły kocyk, wspierający, dosłownie ratuje przed zgonem z wyziębienia. Grzeje nie wystawiając rachunku. Takie dogrzane i otulone, chętnie spożyjemy wspólną kolację i nakarmionego zabierzemy do łóżka, bo tam też jeszcze nie nagrzane. A nic tak nie poprawia samopoczucia jak komfort termiczny.

Faceta dobrze jest mieć, kiedy pająk mutant zagnieździ się w kącie łazienki. Bohaterska eksterminacja stwora za pomocą kapcia domowego, uczyni z naszego mężczyzny rycerza. Bohatera godnego złotej szarfy i puszki dobrego piwa. To niewielki koszt za uratowanie życia i poczucie bezpieczeństwa.

Dobrze jest mieć faceta na własność. Zaklepanego, budzącego zawiść tych, które aktualnie nie posiadają. Nie ważny rocznik i model. Ważne to co pod maską.

Ten własny pozwoli wyprowadzić się na spacer, poniesie parasol i w razie burzy przyjmie na siebie jakiegoś zagubionego pioruna! ( 84% ofiar porażenia to mężczyźni. Są teorie, że to za sprawą testosteronu. Według mnie winny jest zwierzęcy magnetyzm.)

Osobisty mężczyzna jest jak szczoteczka do zębów. Nie dzielimy się, nie udostępniamy, trzymamy w cieple i czystości. Dbamy, doceniamy, chwalimy i karmimy, a wtedy będziemy cieszyć się (z)nim przez długie lata.

Życie kobiety składa się z szaf, pająków, zimnych stóp i koleżanek singielek. I chociaż na upartego można sobie z tym wszystkim poradzić, to o ile mniej ciekawe jest wtedy życie.

Bo facet jest zagadką, przygodą i niezbadaną planetą.

Komentarze