Marzenia nie chodzą spać z kurami, ale razem z nimi wstają

Nikt mi nie mówił, że mogę przeżyć życie swoich marzeń.

Nikt mi nie mówił, że marzenia są ważne i jeśli tylko bardzo się postaram, mogą stać się rzeczywistością.

Za to od dziecka wpajali, że dzieci nie mają głosu.
Mam słuchać starszych, nawet wtedy, kiedy ich nauki stały w totalnej sprzeczności z czynami.
Starsi wymagają szacunku nawet wtedy, kiedy krzywdzą, kłamią, łamią zasady.

Kazali chodzić do szkoły i przynosić dobre oceny. Nie zadawać zbyt wielu pytań. Zwłaszcza tych o cel życia i jego sens.

Nie bujać w obłokach. Zaplanować dobrą szkołę, po której znajdę dobrze płatną pracę. Lub taką, która będzie łatwa.

Życie to nie bajka.

To brutalna walka o byt. Nic w nim śmiesznego.

Czasem może coś pięknego. Przez chwilę.
A potem w szarym mundurku do szarej szkoły.

I odsądzanie od czci i wiary tych, którym się udało.
Znaleźć pracę, tą wymarzoną.
Wymarzonego partnera.
Kupić po latach pracy i wyrzeczeń, wymarzony samochód.
Pojechać w wymarzoną podróż, do wymarzonego miejsca.

Ech, przeżyć życie marzeń….

Skoro nie udało mi się zacząć, to może teraz jest ten czas, by uświadomić sobie, czego pragnę. Gdzie chcę się znaleźć na resztę czasu. Co, jak i z kim robić.

Odkurzyć marzenia.
Lub zupełnie nieoczekiwanie wykreować nowe.

Zwinąć rękawy, rozpisać plany i środki.

Pokonać lęk.

Jeden z internetowych cytatów głosi, że ” wszystko czego pragniesz, jest po drugiej stronie strachu”.
A czasami potrzebujemy tak niewiele.

Trochę spokoju, trochę więcej kontaktu z naturą.

Trochę mniej zgnuśniałych, zgorzkniałych, wysysających wszelką nadzieję i relacji.

Więcej czasu na książki. Więcej spacerów bez celu.

Spróbowania nowej diety, herbaty, koloru włosów.

Może romansu, bo na miłość nigdy nie jest za późno.

Nowej aktywności, tańca…

Moim śmiesznym marzeniem jest hodowanie kur. Nie jakaś szalona ferma. Tak gdzieś ze cztery sztuki, może pięć. Mam już wybrane imiona.  Każda dostanie imię i  oczywiście prawo do dożycia.

Do tego maleńki warzywnik. Kwiaty i psy.

Kawa o poranku. Z widokiem na chwasty i książką na kolanach. Zimą kubek kakao i widok na ptaki w karmniku. Śmieszne swetry, wzorzyste spódnice. Rodzina, przyjaciele.

Czasem krótka podróż, bo te dalekie już odbyłam.

Mam dość pośpiechu.  Życia pod dyktando zegarka i kalendarza.

Mam marzenia, do których przymierzam się z ołówkiem w ręku.

Strach został po drugiej stronie.

Idzie nowe. Powoli, krok za krokiem.

Jeszcze kilka miesięcy. Poczekam, wytrzymam, wypracuję mocniejszymi ruchami na finiszu.

A potem przedstawię Wam Jesikę, Andżelikę, Mariolkę i Kryśkę.

Opcja z kogutem wciąż podlega przemyśleniom.

Może jak pojawi się pomysł na imię?

Komentarze