Kiedy grzybnia wzywa

Bywają głosy, na zew których ruszamy niczym zombie. Z obłędem w oku i głuchotą w uchu. Słyszymy tylko jedno…. wrzesień, ciepło, wilgotno…grzyby… grzyby…

Dziś jeszcze praca, ale pewnie bardziej duchem, bo w głowie niebieskie weekendowe migdały.

Kto żyw niech rusza na łono natury, póki jeszcze emanuje przyjaznością i przytulnością. Chodzi fama, że jakieś grzyby, gdzieś po lasach rosną.

Mnie osobiście grzybowy amok omija, bo nie jadam, ale znam takich, co niczym skrzyżowanie kreta z dzikiem ryją w ściółce, poszukując złotego prawdziwka lub diamentowego rydza.

No cóż, pasjonaci są wśród nas, a grzybobranie potrafi wzbudzić nieliche emocje. Zwłaszcza gdy po lesie wędruje się w grupie. Konkurencja, rywalizacja… Kto więcej, kto większego, kogo bardziej podrapały jeżyny, a kogo pocięły komary.

Fajne jest to, że niezależnie od wyników koszyczkowych wszyscy są wygrani.
Płuca dotlenione, skóra ożywiona jesiennym słońcem, kalorie spalone,( o ile nie spożyjemy nadmiaru kanapek z jajem na twardo lub konserwą wojskową).

Najwięcej jednak skorzysta umysł. Uwolniony z codziennego przeliczania cyferek, telefonu przyklejonego do ucha i oka do monitora.

Umysł odpoczywa na wewnętrznym hamaczku, a my zapatrzeni pod nogi, przetrząsamy runo leśne.

Godzinami.

Podejmując pewne ryzyko zgubienia drogi i pomylenie stron świata.

Potem, w domu, wystarczy tylko zamknąć oczy, a na ekranie wewnętrznej strony powiek, pojawi się las. I prawdziwek i podgrzybek. Piękny i lśniący jak marzenie.

A potem czyszczenie zbiorów, marynowanie, duszenie, suszenie. Zapach w całym domu.

Dla fascynatów, przygoda na niejeden jesienny weekend.

Podziwiam i darzę szacunkiem tych wędrowców, zbieraczy. Gotowych wstawać o czwartej rano, ( bo jak wstaną o siódmej to cała grzybnia zdąży się schować, lub wyląduje w koszyku konkurenta), w wolny od pracy dzień, często chłodny i dżdżysty.

A pod kołderką ciepło, a za oknem szarawo… . Szacun.

Posiadanie pasji przedłuża życie. ( O ile nie jest to wspinanie bez asekuracji, polowanie na węże, fotografowanie galopujących nosorożców, czy coś równie adrenalinopędnego).
Pewnie są na to jakieś statystyki, ale nie chce mi się drążyć. Tu wystarczy przekonanie, że robienie tego co się lubi, uprzyjemnia życie.

A jak jest przyjemnie, to aż chce się żyć.

Komentarze