Kiedy czas przyspiesza, ja też przyspieszam

Czas to kiepski wynalazek.
Wszystko jest takie krótkie.
Wiosna, lato, koncert ulubionego zespołu, wieczór z przyjaciółką, dzieciństwo i młodość dzieci…
Moja młodość.

Generalnie życie jakieś takie krótkie.

Kiedyś wydawało mi się, że wszystko przede mną.
Zawojuję świat, spełnię marzenia, będę wiodła idealne życie, bez końca. Bez zastanawiania się nad finałem tego wszystkiego.

A potem przyszedł ten trudny czas choroby i zegar zwolnił.
Mogłam zastanawiać się bez końca nad tym końcem.
Nad tym co przeżyłam, czego doświadczyłam, co zaniedbałam, o czym zapomniałam, a przecież było dla mnie ważne.

Wyszłam dziś rano na świat, a u drzwi czekał chłodny szary poranek, otulony rosą i mżawką.
I poczułam, że choć jeszcze lato w kalendarzu, to w naturze jesień dyszy w kark. Czuć jej chłodny oddech.
Kolejna pora roku odchodzi w przeszłość. A z nią obrazy, zapachy, widoki. Kilometry spacerów, biegów, nie pamiętam już ile koncertów, filmów, przeczytanych książek, odwiedzonych nowych miejsc, poznanych ciekawych ludzi.
Przyjacielskich uścisków.

Mimo chwilowej nostalgii, jestem zadowolona. Z siebie.

Kiedy zaczynałam biegać, jedną z sugestii wyczytanych w mądrej książce było, by tak rozłożyć siły, aby na ostatnich kilometrach móc przyspieszyć. Zrobić spektakularny finisz.

Nie wiem ile „życiokilometrów” przede mną, ale czuję, że przyspieszyłam.
Wyciskam, życie jak przysłowiowa cytrynę. Bo nawet kiedy niezbyt mi się chcę, to ruszam w swój mały świat i wracam zmęczona, ale zadowolona.

A zmienna pogoda ma swoje plusy.

Wyciągnę ulubione sweterki, kurteczki i szaliczki.
Założę kolorowe skarpetki i nie dam się smutkom.

Nostalgia jest dobra. Wycisza, uspokaja umysł, robi miejsce na podsumowania i plany.
A moja jesień niesie ze sobą kolejne wydarzenia i emocje.

Będzie się działo.

Bo na nudę szkoda czasu, skoro jest czas na życie.

Komentarze