Hej, co słychać?

Hej, co słychać? Jak leci?

Pytanie z rodzaju konsternujących. Bo właściwie o co chodzi?
Generalnie o odpowiedź kurtuazyjną, w stylu wszystko po staremu, w porządku, jakoś leci.
Takie pytanie, za każdym razem kiedy je słyszę, rodzi frustrację.
Bo nie mam ochoty opowiadać historii ostatnich dni, tygodni, czy jeszcze dłużej. W zależności od czasu jaki upłynął od ostatniego spotkania. Nie opowiem o problemach, bo to nie terapia, nie opowiem o sukcesach, bo wyjdzie na to że się chełpię.

Nie chcę plotkować, a tym bardziej narzekać.
Prosta odpowiedź w porządku, a co u Ciebie, niesie w sobie ryzyko zalewu informacji w najmniejszym stopniu nieinteresujących, nudnych, narzekalskich.
Poprzestaję więc na mało empatycznym „w porządku”, choć jest to dalekie od prawdy.

A może takie uparte powtarzanie „w porządku” sprawi, że zadzieje się magia?
Sprawy zaczną toczyć się płynnie w stronę, gdzie chcę je skierować. Droga pobiegnie łagodnie z górki. Na jej końcu znajdę wszystkie szczęśliwe zakończenia.

A więc „jest dobrze”. Mówię i mam nadzieję, że poczuję to w końcu tak w głębi siebie. Złapię szeroki oddech, nadzieja uśpiona w zielonych liściach brzozy eksploduje nieoczekiwanie. Z nową energią wejdę w nowy czas.

„Jest super”. W swoich mentalnych deklaracjach idę na całość.

„Dam radę. Bo przecież dam, a jak nie dam to niebo nie spadnie mi na głowę.

„OK” z amerykańska też zadziała, bo przecież dołożę do tego uśmiech, uniesiony w górę kciuk i wyprostowaną postawę.

Neurolingwistyka dopracowana do perfekcji zdziała cuda. Mogę sobie wmawiać wszystko, pod warunkiem, że będzie to służyć poprawie jakości życia.
Wszystko zaczyna się od myśli.

Niech więc będzie to dobra myśl, a wszystko potoczy się gładko.

Komentarze