Czy smarować d***ę miodem?

Skąd się bierze radość życia?

Co sprawia, że jedni ludzie, pomimo życiowych kłód i przeciwności tryskają niegasnącym optymizmem?

Co sprawia, że inni wiecznie kwękają, utyskują i marudzą.Jak mawiała Babcia, choćby im d**pę miodem smarowali, to źle im będzie.

Z moich obserwacji wynika, że nie ma to związku ze stanem posiadania dóbr doczesnych i zdrowia.
Spotykam chorowitych śmieszków, dowcipkujących, którym brakuje do pierwszego. Spotykam mruków z pełnym kontem, okazy zdrowia i kondycji, szukające dziury w pięknie poukładanym świecie.

Można zwalić wszystko na geny, ale te teorie podobno upadły.

Teraz życiowych postaw upatrujemy w środowisku.

Wychowani przez radosnych spełnionych rodziców, rozpieszczani przez sympatycznych dziadków, uśmiechające się ciocie, bujani na kolanach przez wąsatych wujków, mamy wdrukowany uśmiechnięty wzorzec. Widzimy świat przez pryzmat dobra.
A że uśmiech wywołuje uśmiech, niesiemy radość w świat, a świat radośnie odpowiada. Chichot losu nie jest złośliwą metaforą, jest wiaterkiem muskającym w ucho.

Trudno uwierzyć w radość życia, kształtując się w środowisku nudnym, smutnym, pełnym pretensji do świata.
Mięśnie twarzy nie potrafią ułożyć się w szczery uśmiech. Częściej wychodzi grymas niezadowolenie, irytacja.

Świat mruka jest szary, dziurawy, chłodny. Jedyny świat jaki pokazywał mu się od dzieciństwa. Żadna ilość dóbr nie da rady tego zmienić.

Nie wiem jak temu zaradzić. Trudno pokazać daltoniście kolory. Można tylko próbować nieustannie, uśmiechem odpowiadać na zgryzy.

Kto wie, może to smarowanie miodem tej mniej szlachetnej końcówki pleców, przyniesie w końcu efekty.
A może szkoda tej cennej substancji?

Komentarze