Dzień: pon Gru 17

Codziennie

O marzeniach, planach i fajerwerkach

Ostatnio tak się wszystko kręci wokół świąt. Wszyscy zabiegani, zestresowani, porządki, pierniki, karpie, choinki.  To ja może już falstartem wybiegnę w okolice sylwestra.
Rzecz ma się o postanowieniach noworocznych. Dłuższych, bądź krótszych listach zadań bojowych na nadchodzący rok.

I tu mam dylemat. Bo z jednej strony plany powinny być przemyślane, na miarę naszych możliwości, z szansą na realizację ( tzn. że nie odpuścimy w połowie stycznia). W tych planach nie podążamy za impulsem. Kieruje nami rozum, czasem moda, lub solidarność (np wspólne odchudzanie się z grupą koleżanek, zapisanie się na siłownię, jogę czy hiszpański).

Tylko jak to się ma do tych wypływających z głębi serca marzeń, do podszeptów duszy, lub inaczej, intuicji. To co wyrzucimy z siebie w niebo o północy, na przełomie roku, ot tak bez zastanowienia, to być może ten najprawdziwszy nasz wewnętrzny głos. Ten co uciszamy go zazwyczaj. Karcimy za górnolotność, nierzeczywistość i ułańską fantazję. Głos mający moc przebicia się przez jazgot orkiestry i huk fajerwerków.

Plany są dobre. Są wskazane w rozwoju kariery, budowaniu domu, projektowaniu maszyn.

A marzenia?

Mówi się, że życie upływa, kiedy zajęci jesteśmy snuciem planów na przyszłość. Bo przecież łatwiej jest marzyć i śnić, niż zakasać rękawy i zacząć te marzenia spełniać. ( To ten wyjątek, kiedy planowanie bardzo się przydaje.)

Moja księga marzeń powstała w 17 października w dzień urodzin. Przed nowym rokiem przejrzę ją, zweryfikuję, może coś wykreślę, coś dodam.

A z uderzeniem północy wsłucham się w pierwsze życzenie jakie wykrzyknie w niebo moja dusza. I być może będzie to priorytet na nadchodzący rok.

Komentarze

baner dolny