Nigdy nie jest za późno

Zaczynam od nowa, po raz kolejny.

Moje bieganie pełne jest przygód i nieoczekiwanych zwrotów akcji.  Jak już jest super, to łamie się palec u nogi, dopadają problemy oddechowe, motywacja sięga dna.

Jeśli kiedyś nakręcały mnie duże imprezy biegowe, to ich opcje wirtualne nie niosą ze sobą tej samej energii.

Trochę też się postarzałam i wzrost kondycji raczej nie ma prawa następować lawinowo.

No cóż, może nie czas podejmować batalie o życiówki a postawić na dobrą zabawę.

No więc wkładam kolorową koszulkę, wybieram w miarę ładny dzień i lecę do lasu. Tak sobie upodobałam mimo górek, dołków i korzeni pod nogami.

Tak lubi też Nicole, moja nieodłączna, czworonożna towarzyszka biegowa.  Czasami zastanawiam się, czy zrobiłabym tyle kilometrów, gdyby nie chęć zadbania o psa, potrzebującego z natury dużo ruchu.

Idzie wiosna i biega się coraz przyjemniej, może też w końcu pojawią się możliwości biegania stadami 🙂

Tak więc skuszona estetyką medali, lecę po kolejne kilometry zdrowia, świeżego powietrza i endorfin.

Komentarze