Niczym dzik przez kartoflisko

Czy w życiu trzeba koniecznie mieć jakiś cel?

Zazwyczaj go masz. Mniej lub bardziej świadomie do niego dążysz. Do awansu, założenia rodziny, mety w maratonie. Wszystko robisz po coś. Twoje życie nigdy nie jest bezsensownym kręceniem się na karuzeli zdarzeń.  Owszem, są przypadki, zaskoczenia, nieoczywiste tory, po których wiezie cię ciąg zdarzeń. Naprawdę jednak, celowość życia jest faktem bezspornym. No chyba, że upierasz się by działać wbrew logice, emocjom, porywom serca. Według mnie, to gra niewarta świeczki. Gdzieś tam jest cel.  Nie musi być łatwy, oczywisty, mniej lub bardziej odległy. W tym cały szaleństwie, chodzi o to, by był Twój.

Lubię tak z samego poniedziałku znaleźć sobie tygodniowe motto.
Bo generalnie, zawsze jestem w trakcie dążenia do czegoś.
Do lepszego zdrowia, silniejszej kondycji, do nauczenia się kolejnej parto materiału, do wymyślenia ciekawego postu, do umiejętności robienia ciekawszych zdjęć.
A to powiedzenie, akurat wpasowało się idealnie w następstwa wczorajszego dnia.
Poszłyśmy sobie z moim „futrem” pobiegać.
Dwa tygodnie przerwy zupełnie bez powodu. To znaczy pewnie jakieś powody były, uczciwie zakwalifikowane jako wymówki okolicznościowe i pogodowe.
Zgodnie z planem „pękła dyszka”. Powolutku, bez przeciążania, zgodnie z nastrojem i wydolnością.
I choć bez szaleństwa, bez wielkiego tempa, to zmęczenie okazało się faktem.
Fakt ten spowodował, że przez resztę dnia leżałam, czytałam, oglądałam mądre filmy na youtube.
Regeneracja nie następuje w pewnym wieku tak błyskawicznie. ( A nie da się ukryć, że jestem w „pewnym” wieku.) Skoro jednak są plany biegowe, to musi być i trening. Siłowy, wytrzymałościowy. Musi być coraz dłuższy dystans do pokonania.
Nie da się tak, na „hop-siup”.
Tak samo ma się rzecz z innymi celami, zamiarami.
Nie od razu Kraków zbudowano.
Nie od razu zmienię nawyk zbyt długiego polegiwaniu rano w łóżeczku.
Nie od razu nauczę się utrzymywania porządku na biurku. (Pracuję nad tym od lat i nie ustaję w wysiłkach.)
Nie oduczę się czytania kilku książek równocześnie.
Nie wyprę z głębin podświadomości nieuzasadnionej miłości do „ciuchów”.
Nie ma dróg na skróty. Trzeba przejść przez wszystkie stadia, pokonać przeszkody, smoki, wąwozy i pełne piranii strumienie. Pokonać słabość, lenistwo, czy przysłowiową słabą wolę.
Ale skoro uznałam, że warto….
Będę parła niczym dzik przez kartoflisko.
Do celu.

Komentarze